Koszmar valkyrii: niemiecki kierowca pozwie astona martina za wypadek!
Sebastian Kunze, właściciel jednego z najrzadszych i najdroższych aut świata, Astona Martina Valkyrie, stanął na wojnie z brytyjskim producentem. Powód? Seria usterek, dramatyczne zdarzenia i – wisienka na torcie – bliski wypadek z udziałem karetki pogotowia, który, jak twierdzi Kunze, był bezpośrednim skutkiem awarii samochodu. Historia, która powinna być symfonią luksusu i prędkości, zamieniła się w koszmar na czterech kołach.

Prawie katastrofa na drodze
Kunze, który w lutym 2022 roku wydał na Valkyrię 3 miliony euro, początkowo był zachwycony możliwościami tego hiperauta, inspirowanego konstrukcjami Formuły 1. Niestety, radość trwała krótko. Po zaledwie 441 kilometrach przebiegu, samochód zaczął sprawiać problemy. A w ostatnim, najbardziej dramatycznym incydencie, system dźwiękowy, mający chronić kierowcę przed natarczywym hałasem silnika V12 o mocy ponad 1000 koni mechanicznych, zawiódł. W efekcie, Kunze niemalże doprowadził do kolizji z przejeżdżającą karetką. „Dzięki błyskawicznej reakcji i umiejętnościom ratowników medycznych, uniknąłem śmiertelnego wypadku” – relacjonuje Kunze, który od tamtego momentu boi się wsiąść do swojego Valkyrie.
Silnik, który ma zabijać? Aston Martin Valkyrie, z jego atmosferycznym silnikiem V12 osiągającym zawrotne 11 000 obrotów na minutę, to monstrum mocy. Producent przewidział jednak problem z natarczywym hałasem, wyposażając samochód w specjalne słuchawki, połączone z mikrofonami zewnętrznymi. System ten, jak się okazało, nie zawsze działał prawidłowo.
Ale to nie wszystko. Kunze skarży się na szereg innych usterek, w tym migające światła ostrzegawcze i całkowity brak działania systemu wysokiego napięcia. „To nie jest samochód wart 3,5 miliona euro” – ocenia rozgoryczony właściciel, który zgłosił roszczenia do Astona Martina, domagając się zwrotu pieniędzy. Producent stanowczo odmawia, twierdząc, że dostarczył klientowi „impecable vehículo”.
Kunze, który za każdy z 441 kilometrów przejechanych Valkyrią zapłacił równowartość 55 000 euro, jest przekonany, że Aston Martin zawiódł go w najgorszy możliwy sposób. „Jestem zmęczony Aston Martinem. Ten samochód ma więcej usterek niż wszystkie moje inne auta razem wzięte” – wyznaje. W tej historii, gdzie luksus łączy się z technologią Formuły 1, zwycięża rozczarowanie i gniew klienta, który – jak się okazuje – kupił nie spełnienie marzeń, a drogą zabawkę, która potrafi być śmiertelnie niebezpieczna.
n