Moja droga: jak trafiłam do auto bild i dlaczego kocham samochody
Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. 18 lipca 2005 roku. Serce waliło mi jak młot, kiedy weszłam na trzecie piętro. Spojrzenia, szepty, lekkie drwiny – dla nieśmiałej osoby jak ja, to było zbyt intensywne. Ale coś mnie pchało do przodu, do tej konkretnej drzwi.
Pierwszy dzień w marzeniach: auto bild
Spotkałam Vicente Cano, mojego ówczesnego kolegę, który już z nami nie pracuje, ale na zawsze zapisał się w mojej historii jako osoba, która powitała mnie w Auto Bild. Byłam blisko celu. Wystarczyło wpisać 6702 i nacisnąć przycisk. To było jak wejście do drugiego domu, do wymarzonego miejsca pracy, na które postawiłam wszystko.
Moje studenckie ambicje związane z dziennikarstwem były niemal przypadkowe. Kiedy profesorowie, nieliczni, którzy przejawiali choć cień zainteresowania, pytali o nasze plany na przyszłość, słyszeli o New York Times, o pracę korespondenta w odległych krainach, o relacje z linii frontu. Ja zaś, z uśmiechem, odpowiadałam: „w magazynie o samochodach”. To brzmiało absurdalnie, ale to właśnie tego chciałam.
Droga do celu była długa i kręta. Zaczynałam w magazynie dla seniorów, który już nie istnieje, gdzie nauczyłam się cierpliwości i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Rozmawiałam z celebrytami, pisałam przewodniki po domach starości – musiałam skontaktować się z tysiącami placówek, aby zebrać niezbędne dane. Pewnego dnia redaktor powiedział, że potrzebna jest strona poświęcona samochodom i zapytał, kto się tym zajmie. Oczywiście, zgłosiłam się ja, z lekkim zawstydzeniem. Redaktor, ku mojemu zaskoczeniu, dostrzegł w tym szansę.
Pamiętam, jak pisałam o Renault Laguna II. Ten magazyn, wraz z moim pierwszym testem, wciąż leżą w moim domu. Był to Citroën Xsara HDI 110, a numer rejestracyjny, który zapamiętałam do dziś, to BHX. To były inne czasy, ale właśnie one otworzyły mi drogę do tego, gdzie jestem teraz.
Przed Auto Bild miałam krótki epizod w magazynie o tuningu i pracowałam dla Coches.net, tworząc tam magazyn w wersji papierowej. Tam, wykorzystując okazjonalne kursy doskonalenia jazdy i moją pasję do motoryzacji, mogłam pisać recenzje. Nauczyłam się tam wiele i odkryłam jedną z najlepszych książek o motoryzacji: Arias Paz.
Na początku 2005 roku wysłałam swoje CV w odpowiedzi na ogłoszenie w gazecie. „Wysyłam to na pracę mojego życia” – powiedziałam mojej mamie. I stało się tak. Zostałam skontaktowana przez Axel Springer. Szybkie rozeznanie pokazało, że chodzi o Computer Hoy, Micromanía, Hobby Consolas – czysta technologia. Nie były to samochody, ale pomyślałam, że warto posłuchać. Zwłaszcza, jeśli płacą dobrze…

Rozmowa, która zmieniła wszystko
Przygotowałam się do rozmowy, zgłębiając wiedzę o komputerach, modemach i technologii konsumenckiej. Rozmawiała ze mną Tito Klein, pierwszy redaktor naczelny, wraz z jego asystentką, Glorią. Pytał o moją dotychczasową pracę. Powiedziałam, że właśnie testowałam Golf GTI (MK5, jak to mówią starzy wyjadacze), ale że od zawsze interesowałam się komputerami, że nauczyłam się programować w Basic w wieku 10 lat, że zaprojektowałam grę wideo na moim Amstradzie, że Bluetooth nie ma przyszłości, a zamiast niego lepszy jest port podczerwieni (i że wierzyłam w minidisc, jak to bywało).
Tito Klein nadal pytał o samochody, a ja próbowałam łączyć te dwie pasje. Mówiłam o Renault, o tym i o tamtym, ale też o tym, że impresoras Lexmark są najlepsze. Myślałam, że wszystko stracone, że nie jestem odpowiednią osobą na redaktora technologii. Wtedy, zanim jeszcze się pożegnam, rzuciłam: że nowy GTI jest o wiele bardziej sportowy od MK4, że Porsche 911 to najlepsze samochody na świecie, że Iso Grifo doprowadza mnie do szaleństwa, że silniki Diesla mogą być dobre, a wystarczy spojrzeć na 330d E46. No cóż, nie miałam czego tracić.
– Czy czytasz magazyny o samochodach? – zapytał.
– Oczywiście, poza hiszpańskimi, kupuję co miesiąc kilka zagranicznych [kwestia braku hipoteki] – odpowiedziałam.
– Czy pracowałabyś z nimi?
– Oczywiście.
– Dziękuję, porozmawiamy – odparł.
Pojechałam do domu prowadząc mojego Ford Fiesta, myśląc, że nic z tego nie będzie, ale przynajmniej porozmawiałam o tym, co kocham.
Dwa dni później zadzwonili do mnie ponownie. W piątek. Powiedzieli, że chcą mi złożyć ofertę. I tak się stało. Weszłam do budynku. Konserwator z wąsami i w garniturze powitał mnie pierwszego dnia. Ludzie wchodzili i wychodzili, w holu była fontanna z churros i porras. Moje oczy były szeroko otwarte. Byłam jak zaspany.
Luis powiedział: „Zrobimy suplement motoryzacyjny. Na razie nazywa się Guía AS, a oto warunki. Jeśli je zaakceptujesz, opowiemy ci szczegóły”. Oczywiście, że zaakceptowałam, a potem podpisałam poufną umowę, zobowiązując się do milczenia na temat wszystkiego, co zobaczę. Otrzymałam egzemplarz Auto Bild Alemania i opis projektu: AUTO BILD España. Miałam być pierwszym członkiem zespołu testów. Móc zacząć za parę tygodni.
Tak więc tego 18 lipca, z oczami pełnymi spojrzeń z redakcji technologicznych i gier wideo, pozostało mi tylko jedno: – Wpisz 6702 i naciśnij przycisk – powiedział Vicente.
I tak otworzyło się drzwi do mojego drugiego domu, do krainy czarów. Do wymarzonej pracy.
Od tamtych dni minęło ponad dwadzieścia lat, przeszłam przez 690 numerów magazynu i wiele zmian, w których robiłam wszystko, od magazynu klasyków po magazyn sportowych aut, a nawet hiszpańską edycję Top Gear. I wciąż tu jestem, na pierwszej linii frontu: nie opuściłam ani jednego dnia mojej pracy z magazynem, a praktycznie z witryną internetową.
Uczyłam się od inżynierów w warsztatach, którzy opowiadali mi, jak powstają nowe samochody, jeździłam ich modelami po całym świecie, każdego dnia ciesząc się moją pasją, która, jak to w życiu bywa, jest również moją pracą. Oczywiście, trzeba przełknąć gorzkie pigułki, a trudna strona jest naprawdę trudna: godziny i godziny, praca w pośpiechu, pisanie podczas oczekiwania na samolot lub na tylnych siedzeniach samochodu… Ale hej, na pewno dzieje się tak samo w biurze oświetlonym jarzeniówką, gdzie ktoś stempluje dokumenty przez osiem godzin.
n