Obietnica dziadka, podróż życia: piaggio ciao do nordkapu!

Matteo, młody Włoch, przekształcił żałobę po stracie dziadka w epicką, ponad 5000-kilometrową podróż na pokładzie kultowego Piaggio Ciao z 1986 roku. To nie był zwykły wyjazd – to spełnienie obietnicy złożonej Giuseppe, człowiekowi, który zaraził go miłością do powolnego, bezstresowego podróżowania.

Legendarny skuter i marzenie z dzieciństwa

Historia sięga 2021 roku, kiedy śmierć dziadka Giuseppe uświadomiła Matteo kruchość życia. Zamiast poddać się żałobie, postanowił zrealizować dawne marzenie – dotrzeć do Nordkapu, najbardziej wysuniętego na północ punktu Europy. Samolot byłby zbyt łatwy. Potrzebował czegoś bardziej ekonomicznego, bardziej powolnego – czegoś, co pozwoli mu naprawdę poczuć drogę. I wtedy, w internetowej aukcji, znalazł Peppino, jak nazwał swojego Piaggio Ciao. „Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia” – wspomina Matteo.

Przygotowania zajęły ponad rok. Modyfikacja skuterka do podróży tysiącami kilometrów wymagała sporego nakładu pracy. „Wymiana części zamiennych to istny koszmar, wiele z nich już nie istnieje. Musiałem więc improwizować i dostosowywać różne komponenty, tworząc własne mocowania do sakw rowerowych” – tłumaczy.

Trasa została zaplanowana co do dnia, uwzględniając ukształtowanie terenu i unikanie autostrad oraz ścieżek rowerowych, niedozwolonych dla skuterów o pojemności 50 cm3. Matteo zabrał ze sobą trzy torby z prowiantem, pięciolitrowy kanister z benzyną i kilka zapasowych części. Początkowo nie był do końca przygotowany na surowy klimat skandynawski, co szybko naprawił, ucząc się na własnych błędach.

Podróż pełna niespodzianek i oszczędności

Podróż pełna niespodzianek i oszczędności

Matteo, mimo skromnego budżetu, zdołał zrealizować swoją misję. Na cały wyjazd wydał zaledwie 200 euro na benzynę. „Noclegi głównie na kempingach, a w deszczowe dni szukałem schronienia w tanich pokojach” – opowiada. Żywienie się głównie pieczywem i tuńczykiem również pomogło zaoszczędzić.

Podróż nie obyła się bez problemów. „Pierwszego dnia myślałem, że zepsułem silnik, a była to tylko uszkodzona świeca zapłonowa – wspomina z uśmiechem. Pęknięta opona koło Bolonii i ciągłe poluzowujące się śruby to kolejne wyzwania, z którymi musiał się zmierzyć. Jednak, jak sam twierdzi, to właśnie te nieprzewidziane sytuacje sprawiły, że podróż była tak wyjątkowa.

Dzisiaj, Matteo rozważa kolejne wyprawy, ale jedno jest pewne – podróż na Piaggio Ciao do Nordkapu na zawsze pozostanie w jego pamięci jako hołd dla dziadka i lekcja, że najcenniejsze chwile zdarzają się wtedy, gdy się na nie nie nastawia.